Jako że pogoda za oknem daje się we znaki, Bruno najchętniej
by spał albo się pluskał i tak na zmianę :)
Postanowiłam wam przedstawić nasze abecadło niezbędnych nam rzeczy :) Uwaga to będzie długi
post:) miałam
dzielić na części ale co tam:)
nie wszyscy pewnie dotrwają do końca:)
A – jak Avent :)
Brunowi zdecydowanie podchodzi smoczek tylko tej firmy, może dlatego że
początkowo korzystałam też z ich nakładek podczas karmienia? Sama nie wiem, ale
innego nie chce za nic w świecie :) U nas smoczek do
zasypiania jest niezbędny. Początkowo miałam małe opory przed używaniem – ale
bratowa K. która jest logopedą powiedziała, że przy tak silnym odruchu ssania
jaki on ma, lepiej będzie mu kiedyś zabrać smoczek niż palca :P dodatkowo jeden
dostaliśmy gratis z niebieskim pudełkiem :)
B- jak Bujaczek – używaliśmy Bright Starts –Słonik przez ponad
3 miesiące był jak wybawienie, Bruno go uwielbiał, a ja miałam chwilę na domowe
obowiązki:)
Niestety jako, że gdy tylko skończył 4 miesiące zaczął sam siadać, nauczył się też
z niego uciekać :) funkcja
bujaka i odgłos szumu były idealnym „usypiaczem”:)
C – ciepły kocyk –ale przewiewny: ) tatuś kupił kocyk –biały(
na Chrzest) , z mięciutkiego materiału – sama mogłabym go tulić godzinami –taki
misiowaty:)
Nawet teraz gdy jest gorąco Bruno musi mieć go choć przy buzi żeby przysnąć na
drzemkę:)
To był strzał w dziesiątkę:)
D- jak Debridat :)
Bruno na samym początku miał przez kilka
razy wzdęcia i męczyło go to, nasza Pediatra przepisała nam zawiesinę Debridat –
pomaga też w kolkach. Stosowaliśmy przez 3 miesiące i kolek nie było w ogóle. Dziecko zadowolone i nie cierpiące to i mama
szczęśliwa:)
E- jak elektroniczna
niania:)
Mamy FisherPrice najprostszy model z lampka nocną. Mieszkamy w dużym domu.
Kiedy kładę Bruna, mogę spokojnie obejrzeć coś w salonie z moim K. albo
posiedzieć przy grillu :) Niania to genialny wynalazek, nasza wyłapuje dźwięki idealnie, czasem nawet
słyszę psa szczekającego za otwartym oknem .
U nas niania to absolutne must have kiedy on śpi na górze a ja jestem na dole:P
F – Fura bo prawdziwy facet musi mieć furę;) Bruno dostał od
mojego brata mini model elektrycznego Lamborghini (tak mój brat zwariował na jego punkcie i
kupuje mu wszystko co sam chciałby mieć ) :)
Auto jest od 3 roku życia – mój brat nie zna się na takich rzeczach więc kupił
mu na 3 miesiąc, ot taka mała różnica:),
ale wiecie co? Używamy już dziś :)
co prawda nie dosięga jeszcze synek mój do pedału gazu, ale auto ma też funkcję
sterowania z pilota, więc czasem zamieniamy wózek na auto:) Mój syn zwariował na
punkcie tego auta, gdy biegnie gdzieś na czworakach już wiem, że kieruje się do
pokoju w którym stoi auto, musi co rano dokonać obowiązkowego przeglądu,
poruszać lusterkami, trąbić :)
Cudny przy tym jest :)
A myślę że przy jego szybkim tempie wzrostu:)
zasiądzie za sterami już najdalej za rok:) Jak tylko Bruno widzi, że auto wynosimy na
pole dostaje świra, wierzga nogami i piszczy dopóki go nie wsadzimy do środka:) Szkoda że na wózek tak
nie reaguje:) Ale auto jest na szczęście tak pojemne że i
zakupy mamy zabierze;) Nie
jest ono niezbędne, ale Bruno jest zadowolony i ja mam czas gdy ono go
pochłania:)
 |
| Obowiązkowy przegląd z samego rana:) jeszcze w piżamce:) |
G- jak gruszka do nosa, początkowo kupiłam aspirator ,
dopóki Bruno leżał i mało „kumał” było ok.:) Od 4 miesiąca mamy masakrę przy czyszczeniu
aspiratorem, jak tylko go widzi zaczyna płakać i odpychać rękami. Moja mama
zakupiła więc gruszkę. Nie byłam do tego pomysłu przekonana, ale kiedy ją
zobaczyłam, pomyślałam że spróbujemy. Gruszka ma oryginalny zielony kolor, nie sadziłam
że aż tak się zmieniły odkąd ja byłam mała:) Fajny
kształt i jest niewielka. Początkowo dostał ją do zabawy, żeby się oswoić, po 3
dniach-pierwsza próba i poszło jak z płatka:)
Aspirator poszedł w kąt, korzystamy z gruszki:)
Choć niestety i na nią ostatnio zdarza się mu nie mieć ochoty, ale i tak jest
lepiej:)
H-jak Huggies . Uwielbiam ich mokre chusteczki, ale nie
przepadam za pampersami, u nas nie zdały egzaminu. Chusteczki to inna bajka:) są idealnie nasączone
i z fajnego materiału, nie wydaje się tak sztuczny. Skład – jak na takie
chusteczki – tez nam odpowiada, zresztą ciężko mi znaleźć chusteczki o „normalnym’
składzie , może wy jakieś polecicie?
I – inne niż wszystkie pieluchy tetrowe:) Długo
szukałam fajnych, aż dostaliśmy od Krysi pieluchy BoboBaby . Sa śliczne,
kolorowe, nie snują się, nie odkształcają w praniu a do tego są mięciutkie i
delikatne. Mamy w paseczki i w autka:)
Cuda istne:) Często
ktoś na zaczepia i pyta gdzie kupione. Krysiu dziękujemy:)
J – Jasność :)
a jak ma być jaśniej to tylko Pabobo KLIK :)
Lampa - Projektor Pabobo to fenomen, towarzyszy nam
wszystkim przy zasypianiu. Dzięki niej Amelka nie boi się potworów:) Bruno łapie gwiazdki
na niebie i śmieję się do nich , a my z K. możemy pomarzyć zasypiając. Skradła nam
serce od pierwszej-nocy:)
W dzień natomiast, Bruno zasypia przy melodyjce, która można włączyć dodatkowo.
Delikatny dźwięk nie drażni „dorosłych” uszu jego mamy a wręcz usypia:) Lampka wyświetla
gwiazdki i księżyc w trzech kolorach, żółtym, niebieskim i zielonym –my kochamy
niebieski:) Myślę,
że to coś na lata i to długie, ucieszy i malucha i rodzica. Polecam, polecam i
jeszcze raz polecam:)
K- jak kołyska. Kochamy, kochamy i jeszcze raz kochamy:) Naszą zrobił tatuś
Bruna:)
Zdolniacha nasz:)
Jest idealna, używaliśmy do 4 miesiąca. Dla nas wygląda jak z bajkowej krainy. Wygodna i funkcjonalna A do tego nawet lekki jej
ruch uspokajał Bruna w momencie:)
 |
| Duma tatusia:) |
L – jak Lamaze . Francuska firma, która podbiła moje serce.
Produkują zabawki sensoryczne, niektóre nawet pachną córa mojej przyjaciółki ma
ośmiornicę z jedną zapachowa nogą
- zapach waniliowy.
My mamy Łosia-superktosia.
Każda noga wykonana jest z innego materiały, jedna dzwoni inna szeleści, poroże wykonane jest na wzór gryzaków. Można go
zawiesić na foteliku, na łóżeczku lub przywiesić do szlufki u spodni
Bruniastego.
Towarzyszy nam w większości podróży.
Ł- czyli łóżeczko . Znowu wykonanie by Tata :) Nasze ma trzy funkcje,
na początku funkcjonowało jako dostawka do naszego łóżka, ta wersja była najwygodniejsza
nie dość że tuliliśmy się całą noc, to jeszcze karmić było wygodniej, wstawać
nie trzeba było :)
Niestety w miarę coraz szybszego przemieszczania się naszego syna, tuz po 6 miesiącu
zostało „zamknięte” :)
Czy tylko ja to tak źle zniosłam?? :)
gdy Bruno podrośnie ściągniemy boki :)
ewentualnie założymy barierę żeby nam w nocy nie spadł bo wierci się strasznie. Takie łóżeczka z
funkcją dokładki to genialna rzecz. My mamy dodatkowo otwierane drzwiczki , jak zacznie stabilnie
chodzić będzie mógł sam wychodzić i wychodzić.
 |
| Teraz musimy nasze łóżko na biało przemalować :) |
M – Marimer. Marimer plus gruszka to u nas zestaw do
czyszczenia noska. Nawilżamy błonę noska i oczyszczamy . Stosowaliśmy jeszcze Nasivin
od czasu do czasu, gdy był mniejszy. Teraz gości u nas tylko Marimer i nie mamy
potrzeby próbować innych, skoro jest dobrze.
N- Nosidełko. Złożyłam mu już chyba należny hołd w poście o
zdobytym przez Bruna pierwszym górskim szczycie.
My mamy nosidełko firmy WOMAR . Kupił tatuś w przypływie impulsu – chciał się
wybrać w zimie nad Rabę a wózkiem mu było ciężko dojechać więc poszedł,
poradził się Pani i kupił.
Ja być może wybrałabym inne, początkowo byłam trochę zła, ale daje radę. Może i
chusta byłaby lepsza , ale trochę już z nami przeszło i spisuje się póki co prawie
idealnie. Jedyne co mogłabym mu zarzucić, to że przez to że mój K. jest trochę
większy, musimy je ciągle zmieniać – regulować, a niestety trochę opornie to idzie.
Ale to jedyny minus jaki do tej pory znalazłam. Dlatego tata nosi go częściej:P
Co może jest plusem? W każdym razie na
wycieczki w tereny „oporne” nosidełko to wygodne a czasem i jedyne wyjście.
O –odżywianie:)
o jedzeniu nie będę pisać wiadomo –co od mamy to najlepsze. Ale jak odżywianie to i akcesoria. Testowałam
już różne miseczki, śliniaki, kubeczki. A wybawieniem okazał się zestaw z Ikea. Zestaw żabka za całe
9,99 zł KLIK składa się z fajnej wygodnej miseczki – jedyny minus że nie ma
przyssawki. Dodatkowo łyżeczka, kubeczek –jedyny jaki póki co akceptuje mój
syn. Niestety niekapki mu nie podchodzą-a mamy już 3. Ten ma wygodne uchwyty
więc tylko asekuruję przy trzymaniu.
Największym plusem -jak dla mnie- tego zestawu jest śliniak . Testowałam materiałowe
–wszystko w jedzeniu i ciągle trzeba prać. Mamy zakładany przez ręce
fartuszek?? Ciężko to nazwać i ciężko założyć, może przyda się gdy Bruno
zacznie malować farbami hahahaha. Ten jest idealny, szybko się czyści, wkładam
pod kran, ma „łapak” na to co spada,
wygodnie się zakłada, dla nas numero uno .
Jak mój Bruno:)
P – Palmers . Wreszcie coś dla mamy. Kosmetyki do pielęgnacji w
trakcie ciąży i po porodzie. Robione na bazie masła kakaowego (mniam ) wzbogacone witaminą
E, masłem Shea oraz Bio C-Elaste. Używałam balsamu przeciw rozstępom i ujędrniającego
kremu do biustu. Cuda istnieją, rozstępów brak – może to zasługa genów, ale po
co ryzykować.
Jedyny rozstęp jaki pojawił mi się w ciąży umiejscowił się –UWAGA, UWAGA na łydce
pod kolanem.
Już naprawdę nie miał gdzie?? No tam się akurat nie smarowałam. Właśnie zamawiam ujędrniający balsam z koenzymem Q10. Kosmetyki naprawdę fajnie się wchłaniają, skora jest po nich
zdecydowanie lepsza a do tego ten zapach. I oczywiście brak parabenów :P.S. Powinni mi zapłacić za tą reklamę :) Całkowity opis TU.
R – jak RENOMED .
Co to takiego? Nic innego jak nożyczki do paznokci ze stali chirurgicznej.
Kupione w aptece, ale TU znalazłam ich sklep internetowy. Uwierzcie mi na słowo
obcięcie paznokci u dziecka takiego jakim jest Bruno graniczy z cudem,
wszystkie dostępne szerzej nożyczki, popularnych firm mnie denerwowały, bo
miałam wrażenie że bardziej je zaciągają, niż obcinają kiedy szarpie rączkami,
co niestety mu się zdarza. Renomed tnie
szybko i sprawnie bez ubytków w palcach :), suną po paznokciu i zadziorków brak – nie mówię że krzyku
nie ma,
ale przynajmniej równo i ładnie obcięte, a do tego nożyczki sprawnie się trzyma –
jeszcze mi nie utkwił palec jak w innych. I najważniejsze- nie tępią się. A
dodatkowo każda para produkowana jest ręcznie ! Prawie jak handmade :)haha
S – Sudocream . Ale tylko w nagłych wypadkach. Do 3 miesiąca stosowałam Bepanten.
Teraz nie stosuje nic. Jak to nic ???zapyta pewnie większość, a no tak, doszłam do wniosku że spróbuję i okazało się że miałam racje. Wychodzę
z założenia, że nie ma co przyzwyczajać skóry dziecka do całej gamy kosmetyków.
Sudocream idzie w ruch gdy widzę delikatne zaczerwienienie i po jednym razie
przechodzi - a zaczerwienienie takie widzę bardzo rzadko,. Nigdy nie mieliśmy problemu
z odparzeniami, raz jeden stosowałam Sudocream przez dwa dni, bo
zaczerwienienie było większe, ale do odparzenia było mu jeszcze daleko.
Ś – śpiworek. Mięliśmy dwa. Sprawnie i szybko się je zakłada, Są ciepłe i
wygodne, nie ograniczały ruchów i nie było ryzyka naciągnięcia na twarz. Do
czasu kiedy nauczył się wstawać ten nasz szkrab, spał w śpiworkach. Do tego szybko można je rozpiąć i zmienić pieluchę bez większego wybudzania
malca.
T – Torba. Przy małym dziecku wyprawa na kawę do szwagierki to jak
wyprawa na biegun, a uwierzcie mi że nie jestem przewrażliwioną mamą :) Nasza była już przy wózku, jest
wygodna, szeroko się otwiera –mam wiec fajny dostęp do zawartości bez zbędnego
grzebania. Pomieści bez problemu pieluchy, chusteczki, ubranie na zmianę – w razie gdyby,
zupki, wodę, pieluchę tetrową i jakieś zabawki, nawet dużo, ma tez kieszonkę na telefon i portfel więc czasem rezygnuję już ze
swojej. Mamy tez plecaczek , ale to na wyprawy większe.
U – jak ubranka. A mamy bzika na ich punkcie. Bruno ma zdecydowanie większą szafę niż ja, obecnie. Kiedy był mały na co dzień przeważały pajace, dziś tylko w nich śpi. Uwielbiamy
koszulki i spodenki – szybko można go przewinąć, nie trzeba wszystkiego
rozpinać. Bodziaki raz na czas, w zimie „pod coś”, teraz w nich śpi gdy jest gorąco,
nie używałam kaftaników, denerwują mnie, sama nie wiem czemu. Na co dzień lubię
go w koszulkach i dresach. Na „wyjścia” polówki to nasz faworyt, ewentualnie
koszule, gdy chcemy bardziej elegancko i poważniej wyglądać. Bardzo lubię ciuchy Little Rebel i HM , Zara tez daje rade ale po kilu
praniach mam wrażenie że lepiej wygląda HM. O cenach już nie mówię, bo czasem
są z kosmosu.
Mam dwie koszulki z Pepco, wzięte na próbę i baaardzo pozytywnie mnie
zaskoczyły. A ceny właściwie żadne. Podobnie z F&F – mamy kilka bodziaków i pajaców.
W- wanienka. Mamy Precious Bear firmy Mothercare ze
stelażem. Wg. mnie – stelaż - w
pierwszych miesiącach to bardzo przydatna rzecz i wcale nie zajmuje po złożeniu dużo
miejsca. Jeśli chodzi o wanienkę to wybrałam przy pomocy Krysi*- to był jej
wkład w wyprawkę z reszta nie jeden:* Kiedy ja Ci podziękuję za to wszystko??
Ma fantastyczny kształt który „otula’ dziecko jak w kokonie, jest wygodna w
noszeniu dzięki uchwytowi, łatwo można z niej spuścić wodę –wygodna zatyczka.
My dostaliśmy zestaw z przybornikiem na wodę np. do mycia buzi. Ręcznikiem
kąpielowym, myjka, termometrem. Początkowo bałam się, że jest dość mała, dziś uważam
to za plus, Bruno siedzi w niej stabilnie i nie tak łatwo mu się w niej
wywrócić.
*Krysia to moja przyszła bratowa i mamusia Chrzestna Bruniastego :)
Z- zabawki drewniane, po tatusiu Bruno odziedziczył miłość do drewna. Uwielbia swojego krokodyla i konika, najbardziej jeść. Plastik mu tak
nie smakuje:) Sa
ruchome, mamy do nich pochylnie po której „schodzą” śmiesznie klekocąc. Zabawki drewniane to fajna rzecz i jaka naturalna!! Już mam kilka nowych
upatrzonych jak podrośnie :)
Ufff czy ktoś dotrwał do końca??? :)